W szczytowym okresie Essaouira obsługiwała większość atlantyckiego handlu Maroka, a po 1799 roku handel ten prowadziły niemal wyłącznie żydowskie rodziny kupieckie. Powód dotyczy mniej samych kupców, a bardziej sułtana, który zamknął wszystkie inne południowe porty i potrzebował agentów niezdolnych stać się jego rywalami.
W szczycie swojej potęgi handlowej, pod koniec XVIII i na początku XIX wieku, Essaouira obsługiwała większość całego atlantyckiego handlu Maroka. Po 1799 roku handel ten prowadziły w praktyce żydowskie rodziny kupieckie z tego miasta. Ciekawe pytanie nie brzmi, jak im się to udało. Brzmi ono: dlaczego sułtan zbudował system, który dał taki wynik.
Port istniał, ponieważ tak postanowił sułtan Sidi Mohammed ben Abdallah. W połowie lat sześćdziesiątych XVIII wieku zlecił budowę nowego ufortyfikowanego portu na pustym odcinku atlantyckiego wybrzeża, wytyczonego według planu francuskiego inżyniera Théodore'a Cornuta. Celem nie było dodanie portu do tych, które Maroko już miało. Celem było ich zastąpienie.
Aby to osiągnąć, zamknął południowe wybrzeże dla europejskich kupców i nakazał konsulom rezydującym w Safi, Agadirze i Rabacie przenieść się do Mogadoru, jak wówczas nazywano Essaouirę. Kto chciał handlować drogą morską z południowym Marokiem, miał teraz do dyspozycji jeden port, a ten port należał do korony. Koncentracja była całą ideą: jeden punkt wejścia to zarazem jeden punkt poboru podatków i jeden punkt kontroli.
Pozostawało pytanie, kto faktycznie poprowadzi ten handel. Marokański sułtan w tamtym okresie miał powody, by ostrożnie podchodzić do bogatych muzułmańskich domów kupieckich, związanych z regionami, plemionami i rodami, zdolnych przekuć potęgę handlową w wagę polityczną. Żydowscy kupcy takiego zaplecza nie mieli. Jako dhimmi mieli status prawny chroniony, lecz podporządkowany: nie dowodzili wojskiem, nie rościli sobie autorytetu religijnego i nie mieli pozycji, która ostatecznie nie pochodziłaby od samego sułtana. Ich przydatność i ich bezpieczeństwo biegły tym samym kanałem.
Więc ich mianował. Tytuł brzmiał tujjar as-sultan, kupcy sułtana, i działał jak urząd, a nie jak wyróżnienie. Dawał nieoprocentowany kredyt ze skarbu królewskiego, mieszkanie w kasbie obok administracji, a nie w zwykłym mieście, monopol na wskazane towary eksportowe oraz zwolnienia z ograniczeń obowiązujących innych Żydów w Maroku. Dokumentacja UNESCO dotycząca medyny opisuje ten mechanizm wprost: sułtan wykorzystał tę społeczność do organizowania działalności handlowej i prowadzenia relacji z Europą, a tytuł niósł ze sobą znaczące przywileje gospodarcze i polityczne.
Nominacja zadziałała, ponieważ zdolność już istniała, a sułtan nie mógłby jej zbudować od zera. Gdy Hiszpania wygnała swoją ludność żydowską w 1492 roku, a Portugalia poszła w jej ślady w 1497, rodziny, które wyjechały, rozproszyły się wzdłuż handlowych wybrzeży Morza Śródziemnego i Atlantyku — Livorno, Amsterdam, Londyn, Marsylia, Lizbona. Dwa wieki później to rozproszenie działało jak infrastruktura handlowa. Korespondencja krążyła po arabsku, francusku, hiszpańsku i portugalsku. Weksle wystawione w Mogadorze honorowały europejskie domy handlowe. Najbardziej użyteczne było to, że rodzina mogła umieścić krewnych na obu końcach transakcji, i to właśnie czyniło gwarancję wiarygodną: obietnica zapłaty domowi w Marsylii coś znaczyła, bo w Marsylii był brat.
Sułtan nie zbudował tej sieci. Wynajął ją.
Ostateczna konsolidacja nie była niczyim planem. W 1799 roku do miasta dotarła zaraza. Większość europejskich agentów handlowych wyjechała i większość nie wróciła. Żydowscy kupcy zostali i przejęli interesy, które prowadzili Europejczycy. Od tego roku pozycja społeczności w handlu zagranicznym portu przestała być dominująca i stała się całkowita.
Kusi, by czytać to jako opowieść o talencie handlowym albo o tolerancji, a nie jest ani jednym, ani drugim. To była konstrukcja państwowa. Władca skierował morski handel swojego kraju do jednego portu i powierzył jego prowadzenie grupie najlepiej przygotowanej do tej pracy i najmniej zdolnej zamienić ją w zagrożenie. Obie strony czerpały z tego układu to, czego potrzebowały, przez mniej więcej sto lat.
Czego ten układ nie potrafił, to przetrwać wolę, która go stworzyła. W 1807 roku dekret nakazał Żydom Essaouiry przenieść się do osobnej dzielnicy, mellahu. Najbogatsze rodziny kupieckie zostały z tego zwolnione i pozostały tam, gdzie były, co dokładnie opisuje działanie systemu: pozycja została nadana, więc można ją było zmienić. Sto lat później szlaki handlowe przesunęły się na północ do Casablanki, a w latach sześćdziesiątych XX wieku rodzin już nie było.
Ulica, na której pracowali ci kupcy, wciąż jest targiem — sklepiona, z arkadami, zastawiona towarem, ruchliwa każdego dnia tygodnia. Nic w niej nie zapowiada tego, czym była. To właśnie dlatego spacer nie zaczyna się tutaj, tylko tutaj dociera.