W 1760 roku sułtan Sidi Mohammed ben Abdallah wyznaczył żydowskich kupców Maroka na oficjalnych pośredników swojego handlu w nowym atlantyckim porcie. Stali się najpotężniejszą klasą kupiecką wybrzeża.
Na początku XIX wieku żydowskie domy handlowe Mogadoru prowadziły interesy na trzech kontynentach jednocześnie. Złoto z Afryki subsaharyjskiej przechodziło przez port. Tkaniny z Manchesteru przypływały brytyjskimi kliprami. Cukier, skóra i wosk krążyły w obie strony.
Rodziny w centrum tych transakcji — Aflalo, Corcos, Levy i Pinto — nie były drobnymi handlarzami na marginesie marokańskiego handlu. Były tym portem.
Zaczęło się od królewskiego dekretu. W 1760 roku sułtan Sidi Mohammed ben Abdallah potrzebował głębokowodnego portu atlantyckiego — przeciwwagi dla handlu kontrolowanego przez europejskie mocarstwa w Tangerze i Agadirze. Wybrał zatokę na wietrznym atlantyckim wybrzeżu, zlecił francuskiemu architektowi zaprojektowanie miasta i obliczył, kto powinien nim zarządzać.
Żydzi Maroka — piśmienni w arabskim, francuskim, hiszpańskim i haketii, powiązani z europejskimi domami handlowymi siecią diaspory sięgającą od Livorno po Amsterdam — byli jego odpowiedzią. Ten układ miał nazwę: tujjar al-sultan, kupcy sułtana. To nie był tytuł grzecznościowy.
W archiwach dyplomatycznych Londynu, Paryża i Amsterdamu pojawiają się nie jako drobni kupcy, lecz jako główni agenci handlowi korony marokańskiej.
Mellah, który zbudowali, by w nim mieszkać, stał się do połowy XIX wieku jedną z najgęściej zaludnionych dzielnic Afryki. Szesnaście tysięcy ludzi mieszkało w siatce ulic zajmującej mniej niż kilometr kwadratowy.
Ostatnie rodziny tujjar al-sultan wyjechały w latach 50. i 60. XX wieku. Ich archiwa — księgi rachunkowe, korespondencja i kontrakty dokumentujące dwieście lat handlu atlantyckiego — są rozproszone po archiwach konsularnych w Europie, prywatnych zbiorach w Montrealu i Tel Awiwie oraz w pamięci ustnej potomków, którzy w większości nie potrafią odczytać dokumentów napisanych przez swoich przodków.
Bab Doukkala, północna brama Mellahu, wciąż stoi. Wygląda jak brama. Tym, czym była przez niemal dwieście lat, było raczej drzwiami do świata. Do czego prowadzi dzisiaj — to już inne pytanie.